Potrzeba mi niesamowicie intensywnego zastrzyku szczęścia. Szczypty uśmiechu, kilka gramów ukojenia, kawałka słodkiej szczerości.. Nigdy nie wiązałam szczęścia z grymasem uśmiechu. Uniesienie kącików ust ku górze jest mechaniczne i nijak nie wskazuje na to, iż ktokolwiek jest szczęśliwy. Teraz jednak, tak bardzo tęsknię za tym jakże błahym gestem. Równie mocno tęsknię za czekoladkami z Mont Blanc, to dziwna zależność. Cóż, nie od dziś wiadomo, że bycie dziwnym jest urocze, bynajmniej w moim mniemaniu. Te wszystkie nienormalne zachowania, myśli, poglądy.. słodycz. Zaczynam się zastanawiać nad istotą bycia normalnym w dzisiejszych czasach. Powinnam sięgnąć po jakąś interesującą pozycję na temat zaburzeń psychicznych. Czyż to nie wspaniała alternatywa na te jakże długie i monotonne wieczory? Ściana coś ostatnio nie chce mnie słuchać, ciekawe dlaczego..

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz