Widziałam dziś wiosnę. Hej, zaufaj mi! Skakała po białych chmurach. Wyszłam na taras, uprzednio zarzucając na ramiona skąpy materiał jasnego swetra. Chłód intensywnie podrażnił każdy najczulszy punkt mojego ciała. Nie wiem jak to możliwe, że słońcu wtóruje tak niska temperatura, to wręcz absurdalne. Wsparłam łokcie na skrawku zniszczonego drewna, zaciągając się dymem kolejnego w tym dniu papierosa, choć zaledwie rano powtarzałam sobie "A rzuć to w cholerę!". Nie wiem czy ktokolwiek jest sobie w stanie wyobrazić, jak bardzo żenujący musiał być to obrazek. Boję się nowych przedsięwzięć, nie lubię diametralnych zmian, które wpłynęłyby znacząco na moje samopoczucie. Kto normalny rezygnuje z przyjemności, na rzec krztuszenia się poirytowaniem? Zaraz, zaraz.. mamy sprzeczność, przecież we mnie nie ma za krzty normalności. No, może poza tym, że zdarza mi się jeść i pić, chociaż i to robię ze stosownym umiarem. Nie zapominajmy też o codziennym, symbolicznym, polskim przekleństwie. Ciekwe, czy jest na tym świecie choć jedna osoba, która potrafiłaby rozszyfrować moją podświadomość i udowodnić mi, że wie o mnie nie mniej, niż ja sama. Kto podejmie się tego jakże szlachetnego zadania? Jakieś dobre duszyczki, mają chęć?

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz