Wczoraj wieczorem spostrzegłam, że wymagania księżyca są bardzo restrykcyjne, nawet dla mnie. Zgodził się być naszym pośrednikiem, ale teraz wcale nie zanosi się na to, że pojawi się tutaj przez kilka najbliższych dni. Czy to oznacza wzmożoną tęsknotę? Kłębowisko chmur i zmęczone promienie słoneczne wprawiły mnie w stan niewielkiego odrętwienia, co jednak nie zmienia faktu, że przez tych kilkanaście godzin zdążyłam się sowicie stęsknić za pewnym małym Kwiatkiem. Rośnie sobie gdzieś tam, w górach, najdalej jak się da ode mnie. Dziś Cię widziałam, przez okno, ale nie spojrzałaś w moją stronę. Hej, idzie burza, uwielbiam zapach burzy. Pomyśl sobie, że już niedługo usiądziemy sobie ramię w ramię gdzie wypadnie i będziemy moknąć... Lubię moknąć w ciepłym deszczu. Teraz jednak usiądę sobie na parapecie i popatrzę na ludzi, a nuż znów Cię gdzieś ujrzę? Och tak, wariuję coraz bardziej. Mam wielką ochotę na kilka kostek białej czekolady, którą zjadłam wczoraj. Jeszcze większą na ujrzenie Twojego uśmiechu, może jakieś małe lub troszkę większe wariactwo? Wariactwo skąpane w karmelu i wanilii, czy to nie szczyt marzeń w czasie, kiedy już nie będzie nam potrzebne pośrednictwo Księżyca? A, i patrz.. Dla Ciebie starałam się być urocza i się uśmiechałam.
P







1 komentarz: