Ukochałem sobie czerwiec jeszcze mocniej niźli maj, a byłem przekonany, że to niewykonalne; westchnąłem. Posłuchaj Stokrotko.. słuchasz? Każda minuta spędzona z Tobą zdawała się być najwspanialszą, każda kolejna godzina natrętnie pachniała wanilią i uczuciem. Każdy dzień był słoneczny, a noc mimo ciszy przyprawiała mnie o uśmiech. Miesiące, nawet te zimowe, emanowały nieopisanym ciepłem. Rok temu byłem tylko sobą. Przeszłość nauczyła mnie kochać, a Ty łamałaś wszelkie moje zasady, zupełnie bezkarnie. Piękna zarówno ciałem jak i duchem, z bladą twarzyczką i spojrzeniem, które nie należało do przeciętnych.  U Twego boku Ksieżyc wygląda jeszcze piękniej, kwiaty pachną intensywniej, a każda drobnostka czyni mnie szczęśliwym.  12 wspólnych miesięcy to zaledwie zalążek tego, co zostało dla nas sportretowane na kartach przyszłości. Braterstwo dusz. Gdyby było nam dane pojawić się na nowo na tym niedoskonałym, pozbawionym skrupułów świecie, odnalazłbym Cię. Nieświadome poszukiwanie usiane masą niezapamiętanych wspomnień; oczekiwanie na nieznane. Tak bardzo dojrzałe, a zarazem tak słodko dziecinne. Zupełnie nowe, a już tak bardzo odkryte. To Ty przewodzisz mojej duszy, to Ty jesteś powodem, dla którego wciąż potrafię być osobą tak bardzo odbiegającą od stereotypów, to Ty sprawiasz, że potrafię odstąpić od codziennej filiżanki kawy na rzecz spokoju w Twoim sercu. Kocham Cię; najcudowniejsza i najdelikatniejsza istoto tej ziemi. Dziękuję za każdy oddech, za każde uderzenie serca, za każdy dotyk, pocałunek, łzę, uśmiech, myśl, spojrzenie, gest. Dziękuję za oddanie, wierność, wyrozumiałość, cierpliwość, wytrwałość i odwagę.  Dziękuje za rodzinę, o której nigdy nie śmiałbym nawet marzyć. Dziękuję za to, że jesteś sobą.. moją małą, karmelowo - waniliową Engel. Moim lekiem na codzienność, moją ostoją w całym tym szaleństwie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz