Granatowe niebo, biała skóra, napuchnięte wargi. I tak oto rozpadłam się na drobne czarno-białe puzzle. Ból przeszył każdą komórkę mojego słabego ciała. Łzy, to takie uroczo żałosne. Chłodne dłonie gładzą każdą napotkaną po drodze bliznę, otulając ją słodkim przymiotnikiem. Cisza wierci mi dziurę w głowie, a Twoja bezczynność łamie moje kości z tak wielką łatwością. Każda część mnie wariuje na swój własny, ulubiony sposób. Ból psychiczny rozrywa moją duszę 0:00 - Wyjęłam z lodówki puszkę brzoskwiń w syropie. Taniec, mokre włosy i piosenka. 1:00 - Brzoskwinie się skończyły. 2:00 - Ukradkiem zapaliłam papierosa, powrót do wtulania policzka w mokrą poduszkę. 3:00 - Wielka ochota na bitą śmietanę i toffi.. 3:30 - Ponownie zmoczyłam włosy. 4:00 - Ból fizyczny sięgnął zenitu, akompaniament serca. 5:30 - To Kordian zginął, czy nie? 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz