Przycisnęłam do muru samą siebie; kruchą, delikatną, pełną uśmiechu mnie, szczelnie zaciskając długie palce na bladej szyi. Zabiję siebie, zabiję to kim byłam by nie czuć bólu samotności. Obiecuję jednak podnieść się w chwili odpowiedniej, by na nowo przywitać Cię nieobłudą. By być człowiekiem tylko dla Ciebie, tylko Tobie pozwolić znać mnie tak dogłębnie. Zachowam wszystko dla istoty idealnej, która podarowała mi odrobinę życia, do którego zostałam stworzona. Teraz jednak zmagać się muszę z chwilami bez Ciebie. Nasza siła godna podziwu być powinna i wiesz o tym doskonale. Trzymam Cię za rękę od niedzielnego wieczoru, podczas którego wsunęłam w Twoje ramiona moje serce. W zamian dostałam Twoje, zupełnie nienaganne. Teraz? Smak papierosów przypomina mi o Twoich wargach, tak skrajnych, tak miękkich po każdej północy. Twój uśmiech, dotyk chłodnego ciała, przyśpieszony oddech. Mam przed oczyma sposób w jaki układasz wargi w zachwycie i spojrzenie, którym otulasz ciemny kubek z herbatą. Wszystko takie lekkie, naturalne, a zarazem tak brutalne i dotkliwe. Gdybym tylko mogła zabrać od Ciebie strach i w zamian podarować Ci beztroskę, zrobiłabym to bez zawahania choć wiem, że nie umkniemy przed tym co same dla siebie wybrałyśmy. Ufam jednak, że jesteśmy bliżej niż kiedykolwiek i bez względu na to, co zawładnie naszymi duszami, zawsze będziemy w stanie wyszeptać do nocnego nieba, że tęsknota krąży w naszych żyłach z odrobiną jasnej krwi, a my jesteśmy ów faktem zaszczycone. Nie znam piękniejszej ( zarówno na duszy i ciele ), delikatniejszej, czystszej. Będziesz moją rosnącą w odosobnieniu stokrotką, moim różowym niebem, listkiem dzikiej mięty, moim przeklinanym słońcem, moim zimnym deszczem. Będziesz wszystkim, zawsze.
Przycisnęłam do muru samą siebie; kruchą, delikatną, pełną uśmiechu mnie, szczelnie zaciskając długie palce na bladej szyi. Zabiję siebie, zabiję to kim byłam by nie czuć bólu samotności. Obiecuję jednak podnieść się w chwili odpowiedniej, by na nowo przywitać Cię nieobłudą. By być człowiekiem tylko dla Ciebie, tylko Tobie pozwolić znać mnie tak dogłębnie. Zachowam wszystko dla istoty idealnej, która podarowała mi odrobinę życia, do którego zostałam stworzona. Teraz jednak zmagać się muszę z chwilami bez Ciebie. Nasza siła godna podziwu być powinna i wiesz o tym doskonale. Trzymam Cię za rękę od niedzielnego wieczoru, podczas którego wsunęłam w Twoje ramiona moje serce. W zamian dostałam Twoje, zupełnie nienaganne. Teraz? Smak papierosów przypomina mi o Twoich wargach, tak skrajnych, tak miękkich po każdej północy. Twój uśmiech, dotyk chłodnego ciała, przyśpieszony oddech. Mam przed oczyma sposób w jaki układasz wargi w zachwycie i spojrzenie, którym otulasz ciemny kubek z herbatą. Wszystko takie lekkie, naturalne, a zarazem tak brutalne i dotkliwe. Gdybym tylko mogła zabrać od Ciebie strach i w zamian podarować Ci beztroskę, zrobiłabym to bez zawahania choć wiem, że nie umkniemy przed tym co same dla siebie wybrałyśmy. Ufam jednak, że jesteśmy bliżej niż kiedykolwiek i bez względu na to, co zawładnie naszymi duszami, zawsze będziemy w stanie wyszeptać do nocnego nieba, że tęsknota krąży w naszych żyłach z odrobiną jasnej krwi, a my jesteśmy ów faktem zaszczycone. Nie znam piękniejszej ( zarówno na duszy i ciele ), delikatniejszej, czystszej. Będziesz moją rosnącą w odosobnieniu stokrotką, moim różowym niebem, listkiem dzikiej mięty, moim przeklinanym słońcem, moim zimnym deszczem. Będziesz wszystkim, zawsze.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz