51 minut po pierwszej kwadrze Księżyca
Invidia.
Niezdrowość poczynań pcha cię w stronę potępienia. Nie możesz temu zarazić, zniwelować tego, zaprzestać. Jesteś jak szmaciana lalka poniewierana i nie rozumiana na korzyść wyższości raz zaczęte ryzyko kończy się bólem i wiecznym odepchnięciem. Nijak z przyjemnością się to wiązać nie będzie, bo cierpienia o stokroć mocniejsze czekają niż za życia. Brak zaufania taki błahy się wydaje przy wymiarze wyroku. Taki kruchy i subtelny, delikatny wręcz nad wyraz. Krzywdząc innych, stajemy się złem. Krzywdząc siebie, stajemy się szaleńcami. Krzywda powinna być rozumiana, uskuteczniana i zażywana z brakiem umiaru. Cóż jednak ludzie mogą wyjąć z krztuszenia się krwią w kilku sekundach przed zgonem? Na myśl nie napłynie im piękno, a wargi nie wykrzywią się w uśmiech. To takie smutne, że zazdrość potęguje wasze komórki, namnaża je, aby z większą siłą uderzyć w słaby punkt. Takie to ludzkie, a jakże skuteczne. Nijak ma się jednak satysfakcja z tego wyniesiona do kary jaka spotka każdego u kresu. Potrzebuję jeszcze kilku chwil by stać się kim się stanę. Zaledwie minut by sięgnąć czegoś wcześniej nieosiągalnego. Odrobina krwi przelanej za pośrednictwem błahego narzędzia dopełni całość. Nadejdź godzino, zabierz mękę egzystencji. Odsuń lekkość, podaruj trwogę i zapał do mordu winnych. Spal listy, suszone wiązanki, spojrzenia gorące. Bądź chłodem. Śmiercią. Rozlewem krwi.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz