Delikatność, to pewnego rodzaju siła. Zupełnie tak jak upór czy optymizm Szkoda tylko, że ja nie władam żadną z tych form. Powinnam wyzbyć się wrażliwości już dawno, dawno temu. Szczerze powiedziawszy swego czasu miałam nadzieję, że ów cecha minie z wiekiem. Niestety - przylgnęła do mnie na stałe. Może powinnam schować uczucia jeszcze głębiej, pozostawiając je samotnie na dnie dewnianej szuflady? Pozwolić im pokryć się subtelnym kurzem samodzielności wymieszanej z dorosłością? Władają mną sprzeczności. Wewnętrzny spokój jest wręcz namacalny, a strach przed codziennością tłumi się już w zarodku. Potrzeba mi wiary; impulsu, który pozwoli przetrwać i posprzątać życiowy bałagan. Równie dobrze mogłabym spocząć na laurach i poprosić o pomoc kogoś bardziej konsekwentnego. Och, to takie typowe dla mojej osoby. Rodzice nie podarowali mi samodzielności. Zamiast niej w żyłach płynie szaleństwo i ta przeraźliwa staroświeckość. Czasem mam wrażenie, że ktoś wyrwał mnie z minionej dawno epoki i siłą wpisał w tę rzeczywistość. Rzekłabym, że to urocze.. ale chyba tak nie uważam. Poza tym kwestie uroku dotyczące mojej osoby, pozostawiam ludziom z zewnątrz. Nie, żeby mnie to jakoś specjalne fascynowało.
Gdzie jesteś, moja ty bratnia duszyczko?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz