Ułożyłam dłonie na parapecie, uporczywie dociskając nos do chłodnej szyby, jakby to miało pomóc mi w zobaczeniu czegoś więcej. Nic się nie zmienia, od lat, dlaczego teraz cokolwiek miałoby ulec zmianie? 


- Mam ochotę na szarlotkę z lodami waniliowymi i bitą śmietaną. - oświadczył tryumfalnie jak gdyby nigdy nic. Brakowało jeszcze tupnięcia nogą. Tak.. ten gest zapewne dodałby tej scenie odrobinę smaczku. Brunet skrzyżował ręce na wysokości klatki piersiowej, a jego mina mówiła "ja tutaj rządzę". Uniosłem lewą brew ku górze. Kącik moich ust nawet nie drgnęły, nie pozwoliłem im na to w tym momencie. Przecież jestem zażenowany, czyż nie? - Pomyślałem, że pójdziesz ze mną. - dodał po chwili, a jego nastawienie diametralnie się zmieniło. Jak mniemam ów wcześniejsza groźna mina miała być przeze mnie obrócona w żart, nie udało się. Na brzoskwiniowej twarzyczce Toma wymalował się uśmiech.
- Przecież ja nie jem jabłek. - odparłem ze stoickim spokojem, odwracając się na powrót w stronę lustra. Przesunąłem opuszkiem palca wskazującego wzdłuż swojej dolnej wargi, chcąc rozetrzeć na jej powierzchni ulubioną pomadkę. Westchnąłem, gdy Tom analizował moje słowa. Nie zdziwiło mnie, że robił to tak długo. Chyba na moment zapomniał, że szarlotka bądź co bądź ma w sobie jabłka.. lub w ogóle tego nie wiedział?
- Siedzisz tutaj od dobrych kilku godzin.. Rozumiem, że zamykasz się w swojej odrębności, ale wiesz.. umówmy się.. szarlotki to Ty zrobić nie potrafisz.. - wytłumaczył, opierając się plecami o zamknięte już, drewniane drzwi. Zamykam się? Puściłem jego uwagę mimo uszu. Mimo to podniosłem się, po czym przeciągnąłem leniwie. Wspólne wyjście? Niech będzie, ale mimo to ja stawiam warunki.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz