Zawładnęły nią stare melodie i chłód Twoich poczynań, to takie smutne, nieprawdaż? W jednej chwili błękit nieba przycisnął ją niemiłosiernie do bezdusznej ziemi. Ból rozłożył się w czasie, nie pozwalając o sobie zapomnieć, a szydercze uśmiechy tych, którym los niechybnie sprzyjał, wytrącały ją z równowagi. Część pierwsza; złość. Dlaczego to wszystko tak natrętnie wnikało w jej umysł, siejąc w nim spustoszenie? Dlaczego rzeczy na ogół martwe, starały się za wszelką cenę udowodnić jej swą wyższość? Obłęd; kochała ten stan. Nieuzasadnione niczym krzyki, chcęć wyrwania się z własnego ciała choć na krótką chwilę na rzecz wymierzenia sobie policzka chłodną dłonią. Wszystko stało się obce, a ludzie nagle zniknęli w mgle własnych błędów, których jej drobna dusza nie była w stanie wybaczyć. Pamiętasz uśmiech i ten czas, w którym wszystko było tak nieprzyzwoicie proste i delikatne? Zastąp go tęsknotą. Wyjdź przed codzienność i staw czoła przemyśleniom. Zostaw w tyle obowiązki i skup się na uporządkowaniu własnej świadomości. Była ideałem dla ludzi, a zarazem kimś zupełnie obcym dla samej siebie. Potrafiła na przestrzeni kilku minut wyzbyć się uśmiechu, który z dumą wkładała na samo dno szuflady. Siadała na skraju łóżka, wpatrując się w rozpościerający się tuż za oknem krajobraz. Tak umierało jej człowieczeństwo; każdego dnia, codziennie od nowa.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz