Czułem ciepło Jego ramion, gdy tak zachłannie starał się udowodnić mi swe racje. Za wszelka cenę pragnął wpoić mojemu sercu, że zadawanie bólu wcale nie leży w naturze mężczyzn, bynajmniej nie wszystkich. Jego argumenty były na tyle błahe, że przyprawiały mnie o uśmiech i na tyle wiarygodne, że bez zawahania pozwoliłem mu na subtelną bliskość. Moja nieopisana sposobność do narzucania się, zapewne należycie dała Mu się we znaki. Mimo to trwał u mego boku i nieodwołalnie zagarnął sobie skrawek mojej duszy. Zaledwie kilka miesięcy temu przyjaźń z mężczyzną wydawała mi się czymś zupełnie irracjonalnym. Czyż to nie urocze, że On jako jedyny przełamał ten subiektywny pogląd? Zawsze pragnąłem, by choć przez chwilę ktoś docenił Jego nadludzką wrażliwość. Ja sam nie sprostałem temu zadaniu wystarczająco, choć nie ukrywam, że pragnąłem by przy mnie czuł się wyjątkowo. Pytanie tylko: ile było w tym powodzenia? Wiedział, jak bardzo kruche są moje zmysły, a mimo to utwierdzał mnie w przekonaniu, że tylko ode mnie zależy, jak będzie wyglądało moje życie. On jako jedyny zna sens naszych rozmów i spotkań. Musi więc wiedzieć, że dziękuję. Musi wiedzieć, że nigdy o Nim nie zapomnę, o ile wyrazi na to bezpodstawną zgodę.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
uwielbiam cię skarbie...
OdpowiedzUsuń