Hej, dzisiejszy dzień pachniał cynamonem. To zapewne zasługa jej kuchennych rewolucji. Jest całkiem przyzwoitym materiałem na żonę, jeśli o stronę kulinarną chodzi. Szkoda tylko, że nie ma na tym świecie faceta, któremu dane by było się o tym przekonać. Ach, kocham tę pewność siebie. Gdyby nie fakt, że coś nagle i bez wyjaśnienia odebrało jej siły witalne, zapewne władałaby w tej chwili nieco większym entuzjazmem. Chciałaby przywołać miłe wspomnienia, ale szuflada z takowymi zmieniła zamki, nie informując jej o tym. Pozostaje tylko nadzieja, że ów więzy kiedyś pękną, pozwalając zagłębić się w słodkim czasie przeszłym. Ludzie, miejsca, sytuacje.. to wszystko zawsze składało się w istotną całość. Kiedyś jej marzeniem było odwiedzić każdą europejską stolicę. Śniła o paryskich croissant'ach, praskich uliczkach i wiedeńskich zachodach słońca. Musnęła swą obecnością piękny Budapeszt. Berlin wydał jej się równie niesamowity. Skończyła realizację snów, gdy dotarł do niej pewien bardzo istotny aspekt. Jaki sens ma odwiedzanie pięknych miejsc, gdy u jej boku nie było nikogo, kto mógłby westchnąć, obserwując coś błahego? Kogoś, kto mógłby próbować z nią nowych potraw, poszerzając horyzonty myślowe?


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz