P.
Obłęd wczorajszego księżyca włada mną do tej chwili. Nawet nie wiedziałam, że obserwowanie księżyca zawieszonego nie wiadomo w jaki sposób na niebie, którego można łatwo pomylić z uliczną latarnią, może wzbudzić we mnie tyle wrażeń na raz. Czy to nie wspaniałe, mieć świadomość, że gdzieś tam, nie wiadomo ile kilometrów od nas jest osoba, która patrzy w ten sam punkt na wieczornym niebie i, kto wie, może akurat o nas myśli? Owszem, potrafię się tym pocieszać, i to bardzo często. Z samego rana natarczywe słońce zastąpiło swój nocny odpowiednik na warcie. Za pierwszy symptom nadchodzącego melancholijnego dnia od pewnego czasu uważam mimowolne rozpoczęcie go karmelem i wanilią. Czy dziś będzie inaczej, wie tylko Bóg, ale wciąż jestem zdania, że odrobina refleksji nigdy nikomu nie zaszkodziła. To takie optimum dla ludzi, bo zdecydowana większość albo nie ma czasu choć na mały rachunek sumienia, albo mają go za dużo i czasem przez natłok przeróżnych myśli tracą grunt pod nogami. Jeżeli natomiast chodzi o mnie... Ja pobiegnę do kuchni po słodką herbatę i ciastko, by z odpowiednim zaopatrzeniem czekać na żółte słoneczko przy imieniu 'Justyna'.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Dziękuję.
OdpowiedzUsuń