Krążąca w żyłach trucizna rozerwała moje serce z nieskazitelną łatwością; przestało bić. Zapach mokrej trawy nad ranem, pierwsza tego dnia herbata, popołudnie pachnące wrzosem, zmęczony wieczór, noc pełna rozczarowań. Gęsta intensywność wisiała w powietrzu niczym mały srebrny medalik na szyi Zabłąkanej. Kołysał się delikatnie w rytm szybkich oddechów, odciskając na jasnej skórze siłę agresywnego dotyku. Wyczulona na szmery, trzepot rzęs, zapach niecodzienności - jeszcze mocniej, bardziej, pewniej. Bez krzty zwątpienia, rozwagi, czy stosownego minimum. Wstrzymująca niszczące pragnienia, kłopotliwe pożądania, pozbawione etyki chęci. Gdy patrzę na to wszystko z perspektywy minionych dni, nie mogę uwierzyć, ze bycie człowiekiem było takie trudne.
22.09.2011

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz