Poranek dnia drugiego, przed III kwadrą Księżyca.
Poplamiła krwią ulubioną sukienkę. Choć nie zwykła nigdzie w niej wychodzić, wkładała, gdy nikt nie patrzył. Nasuwała na stopy jasne pantofle w nadziei, że to przywróci swiatu porządek, zapisany gdzieś ponad sklepieniem różowych chmur. Nie zwracała na siebie uwagi, wiodła egzystencje wypełnioną po brzegi ciszą i nieopanowaniem. Wszystkiemu przyglądała się z boku zachowując uroczy dystans. Nie płakała, nie śmiała się, nie bała, nie wierzyła, nie miała nadziei. Jej oczy widziały inaczej, a płaszczyk niewinności skrywał wszystko złe co drzemało w jej duszy. Coraz bliżej nów, Księżyca wciąż obywa. Niechciana agresja, zło, niekontrolowane emocje. Wszystko zagarnie ją w swoje ramiona już niebawem, nie pomogą nawet przeciągłe monologi skierowane do Księżyca. Jest bezwzględny, zupełnie jakby każda kolejna kwadra sprawiała mu ból.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz